Tuesday, February 22, 2011

Hard to find Video about Prezydent of Poland Kaczynski

Hard to find Video about Prezydent of Poland Kaczynski

Monday, February 14, 2011

Weryfikacja kadr na kanwie doktoratu Lecha Kaczyńskiego,

Weryfikacja kadr na kanwie doktoratu Lecha Kaczyńskiego,
Problem merytorycznej weryfikacji polskich kadr naukowych, szczególnie nauk humanistycznych na kanwie doktoratu prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego przedstawił docent Józef Maria Kossecki.

Rozmowę przeprowadził Andrzej Wronka - prezes stowarzyszenia Effatha, 2009 r.

Osoby bliżej zainteresowane życiorysem doc. Józefa Marii Kosseckiego odsyłamy do jego biogramu na stronie:

http://twx.bloog.pl/ (Zakładka: LUDZIE)

Jest on tam podany zarówno w wersji przed ocenzurowaniem go w Wikipedii jak i po ocenzurowaniu. Warto porównać - najważniejsze jest to co usunięto.

Osoby głębiej interesujące się tym tematem odsyłamy do książki pt. Wpływ totalnej wojny informacyjnej na dzieje PRL, wydanej w 1999 roku (którą wówczas doc. Józef Maria Kossecki ofiarował Stanisławowi Tymińskiemu).



part 1


part2

part 3

Sunday, June 20, 2010

Kto blokuje Polski Gaz? Bezpieczeństwo energetyczne w kontekście gazu łupkowego

Kto blokuje Polski Gaz? Bezpieczeństwo energetyczne w kontekście gazu łupkowego.
kontekście gazu łupkowego cz. I
prof. KUL dr hab. Romuald Szeremietiew, dr hab. inż. Zbigniew Wrzesiński, inż. Wiktor Stanisław Michałowski - redaktor naczelny kwartalnika "Rurociągi" (2010-06-17) Rozmowy niedokończone

słuchaj
zapisz
Polska gazowym Eldorado (1/2)

Polska gazowym Eldorado (2/2)

Friday, June 18, 2010

Związane ręce Komorowskiego Andrzej Janusz Zybertowicz, ur. 30 września 1954 w Bydgoszczy, polski socjolog, doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Związane ręce Komorowskiego Andrzej Janusz Zybertowicz, ur. 30 września 1954 w Bydgoszczy, polski socjolog, doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
Nasz Dziennik, 2010-06-18
Z Andrzejem Zybertowiczem, socjologiem, byłym doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. bezpieczeństwa państwa, profesorem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Mariusz Bober

Rok temu powiedział Pan w jednym z wywiadów, że "jeżeli skala kryzysu będzie wymagała (...) wprowadzenia w życie trudnych decyzji instytucjonalnych, to Platforma Obywatelska okaże się do nich niezdolna". Po katastrofie pod Katyniem i klęsce powodzi obserwujemy inercję władz na niespotykaną skalę.
- Zauważmy, że wcale nie spotkały nas wszystkie możliwe kryzysy. Można sobie wyobrazić jeszcze gorsze: wojnę, epidemie czy też kryzys finansowy na skalę większą niż wielka depresja z 1929 roku. Katastrofa smoleńska pokazała, że powinny być zmienione procedury bezpieczeństwa lotów najważniejszych osób w państwie. Ale brak takich procedur nie wywołuje od razu żadnych widocznych skutków. A uporządkowanie tej sprawy nie wymusza reform w innych obszarach funkcjonowania państwa, które również wymagają zmian.

Katastrofa smoleńska ujawniła niewydolność państwa polskiego, i to na wielu płaszczyznach...
- Dla mnie, jako badacza faktycznych reguł gry w społeczeństwie, było to oczywiste co najmniej od połowy lat 90. ubiegłego wieku. W 2004 r. podczas ogólnopolskiego zjazdu socjologicznego omawiałem zjawisko diagnozy bez konsekwencji, dostrzeżone zresztą także przez osoby dalekie od myślenia niepodległościowego. Zjawisko to polega na tym, że chociaż poważne niesprawności w funkcjonowaniu państwa są dostrzegane i zdiagnozowane, to potrzebne rozwiązania nie są wprowadzane w życie. Wiemy o niesprawności służby zdrowia, sądownictwa, mediów publicznych, tajnych służb, ale państwo nie ma zdolności uporania się z tymi problemami.

PO przez ostatnie lata sprawiała wrażenie, że ma monopol na modernizację państwa...
- Platforma w ostatnich latach miała wyniki w wywoływaniu wrażeń, tylko co zreformowała? Państwo może być naprawiane na trzy sposoby: albo samo jest w stanie dokonać niezbędnych zmian, albo naprawa jest wymuszana oddolnie - przez społeczeństwo; może to być też dokonywane poprzez mechanizmy postkolonialne - a więc jakieś inne państwo lub międzynarodowe korporacje wymuszają modernizację. Ale wówczas dokonywane są tylko takie zmiany, które są potrzebne obcym podmiotom do tego, by płynnie mogły prowadzić swoje interesy. Problem polega na tym, że w Polsce, mimo że mamy demokrację, czyli system pozwalający na samoregulację, państwo jest nieprzejrzyste samo dla siebie. Rządy PO raczej pogorszyły sytuację, ponieważ wielu jej polityków działa w sytuacji konfliktu interesów, co sprawia, że nie mają dostatecznie silnych motywacji, by wprowadzać reformy.

Jarosław Kaczyński apelujący do PO o współdziałanie w reformowaniu państwa spotka się więc z murem?
- Jarosław Kaczyński wyciągnął wniosek, że musimy zbudować w Polsce nowy typ porozumienia politycznego. Najwyraźniej uznał, że jeśli dwa główne ugrupowania postsolidarnościowe będą nadal prowadziły ze sobą ostrą walkę, to państwo polskie nie osiągnie zdolności do samonaprawy. Kaczyński przemyślał swoją rolę w polskiej polityce i - być może - rozstał się ze złudzeniem, że jest w stanie zbudować formację, która sama będzie w stanie wziąć odpowiedzialność za dopasowanie Polski do wyzwań współczesności w taki sposób, by nie zagubić naszej tradycji. Prezes PiS zrozumiał też, że Polacy są mocno podzieleni i budując przyszłość, trzeba, by różne środowiska polityczne znalazły minimum porozumienia. Stąd dzisiejszy język prezesa PiS. To nie jest efekt tylko tego wstrząsu, jakim była dla niego śmierć brata i wielu bliskich, utalentowanych współpracowników w katastrofie smoleńskiej. To także rezultat wcześniejszych przemyśleń. Tymczasem Donald Tusk jakby wszedł w mentalność "starego" Jarosława Kaczyńskiego: pielęgnuje złudzenie, że jest w stanie uzyskać pełną kontrolę nad państwem i je reformować - gdy tylko w Pałacu Prezydenckim usadowi niezbyt "lotnego", za to zależnego od siebie polityka.

Ale przez ponad 2,5 roku rządów Donald Tusk nie pokazał, że ma zdolność reformowania kraju...
- To, co robi prezes Jarosław Kaczyński, jest sygnałem zarówno dla PO, jak i dla wyborców. Sygnał dla Platformy jest następujący: wyciągnijcie wniosek, który ja wyciągnąłem; jeśli macie ambicje przejęcia pakietu kontrolnego nad państwem, to uznajcie, że w dzisiejszym dynamicznym świecie to jest nieskuteczne. Jeśli wyborcy dadzą Bronisławowi Komorowskiemu prezydenturę, to chociaż Donald Tusk może zyska złudzenie kontroli nad państwem, to reformy nadal nie będą przeprowadzane. Wyborcom Kaczyński mówi: głos na mnie to szansa na prawdziwy, kreatywny pluralizm w Polsce i odblokowanie potencjału rozwojowego.

Do niedawna PO usprawiedliwiała swoją bezczynność rzekomym blokowaniem reform państwa przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego...
- Zaprzecza temu usprawiedliwieniu przykład mediów publicznych, które niewątpliwie wymagają reformy. Nie została ona należycie przeprowadzona w okresie rządów PiS. Gdyby Platforma naprawdę chciała je uspołecznić, postarałaby się o minimalne porozumienie w tej sprawie wszystkich sił politycznych. Zaproponowałaby PiS lub śp. prezydentowi Kaczyńskiemu opracowanie wspólnego projektu. Ale PO nie dotrzymała nawet umowy z SLD, przy poparciu którego mogła przecież odrzucić weto prezydenckie. Sytuacja ta pokazuje, że oskarżanie śp. Lecha Kaczyńskiego o blokowanie zmian jest nieuczciwe. To wymówka, bo albo PO nie ma woli do przeprowadzenia reform, bo jest uwikłana w jakieś ciche zależności z grupami interesów, albo jest niesprawna organizacyjnie. A może jedno i drugie.

Jak PO wykorzystuje pełnię władzy, którą de facto obecnie sprawuje?
- Na razie Platforma zajmuje się tym, co wcześniej krytykowała u PiS, czyli przejmowaniem kontroli nad kolejnymi instytucjami państwa. Osłabia IPN, dogaduje się z Aleksandrem Kwaśniewskim, by osadzić na stanowisku prezesa Narodowego Banku Polskiego Marka Belkę, czy z innymi środowiskami, by obsadzić urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Gdyby PO rzeczywiście była partią obywatelską, zaczekałaby z tymi zmianami do wyborów prezydenckich, czyli do stabilnej sytuacji politycznej. Zastanawiam się w tym kontekście nad mentalnością Bronisława Komorowskiego. Ostatnio gra z Kwaśniewskim i ludźmi Wojskowych Służb Informacyjnych, a poparcie dla niego deklarują tacy ludzie jak gen. Marek Dukaczewski [były szef WSI - przyp. red.] czy Włodzimierz Cimoszewicz.

...który zachęcał, byśmy przyłączyli się do rosyjsko-niemieckiego projektu Gazociągu Północnego.
- Wypowiedział się tym samym przeciwko naszemu interesowi narodowemu. Gdy słucham reklam wyborczych Bronisława Komorowskiego, w których mówi, że całe życie służył Narodowi, odnoszę wrażenie, że został on wpuszczony przez Donalda Tuska w pogoń za władzą, w której kompletnie się pogubił. Nawet jeśli Komorowski zyska splendory Pałacu Prezydenckiego, to będzie tak uzależniony od różnych środowisk, że nie będzie zdolny do myślenia w kategoriach interesu narodowego.

Od kogo może być najbardziej uzależniony?
- Mam na myśli głównie grupy biznesowe powiązane ze środowiskiem WSI, podobnie jak niektóre grupy medialne. Jeśli dzięki ich poparciu Komorowski wygra wybory, będzie miał ręce związane zarówno przez nich, jak i przez Donalda Tuska. Jeśli marszałek Sejmu opowiada bzdury na temat metod wydobycia gazu łupkowego, to zastanawiam się, kto mu je wkłada do głowy? Czy nie właśnie część środowiska WSI od lat związana z Moskwą? To Moskwa ma interes w tym, żeby Gazprom zarabiał w Polsce, a nie Polacy na wydobyciu gazu.

Co nas czeka, gdyby PO przypieczętowała swoją władzę wygraną Bronisława Komorowskiego?
- Jego ewentualna wygrana niewielką przewagą i obecna kampania, która odblokowała potencjał PiS, otworzy dla tej partii drogę do wygrania wyborów samorządowych i parlamentarnych i rozpoczęcia rzeczywistych reform w kraju. Ale uwaga: to zależy od tego, czy środowiska niepodległościowe nie wpadną w defetyzm. Przecież już dziś widać, iż odnieśliśmy wielki sukces: tylu Polaków podniosło głowę, przestało się wstydzić swojego patriotyzmu. Zobaczyliśmy, jak dla wielu rodaków ważne są symbole naszej państwowości, niepodległości i dumy. PiS już odzyskało potencjał koalicyjny, którego starano się go pozbawić przez ostanie 3 lata.

Przed wyborami... (2010-06-16)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]

Autor: prof. dr hab. Andrzej Zybertowicz- socjolog z UMK, doradca prezydenta RP ds. bezpieczeństwa państwa
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=21904
Andrzej Janusz Zybertowicz, ur. 30 września 1954 w Bydgoszczy, polski socjolog, doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

W latach 1973-1977 studiował historię na UMK (tu na specjalizacji archiwistyka) i UAM.

Początkowo pracował w Instytucie Filozofii UMK, następnie od 1989 do 1995 w Katedrze Socjologii UMK i od 1995 w Instytucie Socjologii UMK.

W 1985 doktorat z historii na UAM W Poznaniu.

Habilitacja na Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego w 1997 roku. Rozprawa habilitacyjna (”Przemoc i poznanie: Studium z nie-klasycznej socjologii wiedzy”) poprzedzona była wieloletnimi zagraniczymi wyjazdami stypendialnymi.

Pełnił funkcję dyrektora Instytutu Socjologii UMK w latach 1998-2006. Był również członkiem Komitetu Naukoznawstwa Polskiej Akademii Nauk.

Był założycielem i pierwszym kierownikiem (od 2006 do września 2007) Podyplomowego Studium Socjologii Bezpieczeństwa Wewnętrznego przy Instytucie Socjologii UMK

Od lipca do listopada 2007 był głównym doradcą ds. bezpieczeństwa państwa premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Od stycznia 2008 jest doradcą ds. bezpieczeńswa państwa Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Zainteresowania badawcze Andrzeja Zybertowicza dotyczą przede wszystkim socjologii wiedzy oraz “zakulisowych” wymiarów życia społecznego.

Komentuje w mediach wydarznia polityczne.

Obecnie w UMK na bezpłatnym urlopie naukowym.
Konferencja “Konflikt interesów w Europie Środkowo-Wschodniej”
4 maja 2010Zapraszam do udziału we współorganizowanej przeze mnie międzynarodowej konferencji poświęconej zjawisku konfliktu interesów w Europie Środkowo-Wschodniej, która odbędzie się 25-27 sierpnia 2010 w Instytucie Socjologii UMK w Toruniu. Konferencja adresowana jest nie tylko do osób ze środowiska akademickiego, do udziału serdecznie zapraszamy także przedstawicieli instytucji, organizacji i stowarzyszeń zajmujących się takimi zagadnieniami jak korupcja, lobbing, przestępczość gospodarcza, przejrzystość reguł demokracji, mechanizmy stanowienia prawa, sytuacja mediów. Spośród zaproszonych gości swój udział potwierdzili m.in.:

Prof. Janine Wedel, George Mason University , autorka książki Shadow Elite: How the World’s New Power Brokers Undermine Democracy, Government, and the Free Market (Basic Books, 2009)
Prof. György Schöpflin, deputowany do Parlamentu Europejskiego, były wykładowca University of London
Prof. Antoni Z. Kamiński, były prezes Transparency International Polska, współautor “Korupcji rządów: państwa pokomunistyczne wobec globalizacji”
Więcej informacji po kliknięciu na poniższy baner:


Kategorie: dla studentów, inne IPN - protest Polonii Kanadyjskiej
“Ogromny niepokój wśród kół kanadyjskiej Polonii wywołał uchwalony ostatnio przez
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej akt nowelizacji ustawy
o Instytucie Pamięci Narodowej (IPN) w Polsce”
- takie są pierwsze słowa listu Przedstawicieli Polonii Kanadyjskiej, którzy poparli protest
polskich kół naukowych przeciwko podpisaniu przez Bronisława Komorowskiego
nowelizacji ustawy o IPN.
Czy kandydat na Prezydenta RP mógł zachować się inaczej? Przecież poparciem obdarzył go
b. Prezydent Lech Wałęsa, któremu IPN poświęcił książkę SB a Lech Wałęsa,
autorstwa Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka.

Kategorie: inne Polsko, mój Narodzie, jesteś!
15 kwietnia 2010

Kategorie: inne Zapraszam na spotkanie promocyjne najnowszego numeru pisma „Obywatel”
27 stycznia 2010W czwartek, 28 stycznia o godzinie 18.00, w sali nr I, Instytut Socjologii UMK, ul. Fosa Staromiejska 1a (w Toruniu, a jakże!), będzie dyskusja o najnowszym numerze pisma „Obywatel”. Tematem - zakulisowe wymiary życia społecznego. W trakcie debaty wraz ze współpracownikami, autorami tekstów opublikowanych w „Obywalelu”, czyli: dr Krzysztofem Pietrowiczem, dr Joanną Szalacha oraz Filipem Gołębiewskim, zastanowimy się nad wpływem nieformalnych grup interesu na Polskę w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Serdecznie zachęcam do lektury tekstów autorstwa moich współpracowników, zamieszczonych w „Obywatelu”, których lista znajduje się poniżej:

dr Joanna Szalacha - „O dobrym państwie (polskim)”

dr Joanna Szalacha - „Po stronie dobra wspólnego”

dr Krzysztof Pietrowicz - „20 afer gospodarczych na 20 lat III RP”

dr Piotr Stankiewicz - „Za kulisami nauki, czyli eksperci w służbie biznesu”

dr Daniel Wicenty - „Nie widząc, nie słysząc, nie mówiąc”

Filip A. Gołębiewski - „Media masowe jako panopticon: przypadek Polski”

Maciej Gurtowski - „Redukcja do tajności”

Jest też wywiad ze mną, który zatytułowano: „Sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga”



Kategorie: inne Sukces fałszu
5 grudnia 2009W wywiadzie dla Naszego Dziennika poruszam problem zafałszowania życia publicznego, zafałszowania które przenika także do naszych indywidualnych świadomości. Sukcesy wyborcze Platformy Obywatelskiej współtworzą kłamstwa. Dwa przykłady. Pierwszy fałsz, to tezy o tworzącym się za rządu PiS państwie podsłuchów rzekomo łamiącym wszelkie demokratyczne standardy - ten fałsz pomógł partii Donalda Tuska wygrać wybory parlamentarne w 2007 roku. Fałsz drugi, informacja o rzekomej sprzedaży stoczni z tajemniczemu, rzekomo katarskiemu, inwestorowi - ta nieprawda dodała PO głosy w wyborach do parlamentu europejskiego w 2009 roku. Ci wyborcy, którzy dali się zwieść tym informacjom i zaufali PO, dziś mają prawo czuć się oszukani. Niewiele jednak osób jest w stanie przyznać się do tego, iż popełniło błąd wierząc w nadchodzącą nową jakość życia publicznego.

To prowadzi do kolejnego fałszu, tym razem na poziomie jednostkowym - do samookłamywania się. Efektem jest bierność społeczeństwa i jego elit wobec tak jawnych przykładów naruszania standardów demokracji jak afera hazardowa, podsłuchiwanie dziennikarzy przez tajną służbę, liczne konflikty interesów polityków rządzącej ekipy. Ciekawe, ile jeszcze afer trzeba będzie ujawnić, aby dyskurs publiczny został odkłamany i zrozumiano, że rządy PO nie są jedynym dopuszczalnym scenariuszem dla Polski.

Zachęcam też do porównania mojego spojrzenia na CBA z ujęciem Gromosława Czempińskiego. Oba teksty opublikowała Rzeczpospolita.

Kategorie: inne Samokontrola, samo-kontrola, samowola
11 listopada 2009Zdolność do samokontroli, jako cecha przypisywana jednostce, zwykle oceniana jest pozytywnie. Kojarzy się ze zdolnością do zdystansowanego osądu i opanowaniem. Traktujemy samokontrolę jako element dobrego wychowania.

Gdy jednak rozważamy problem samokontroli w złożonych systemach społecznych - takich jak instytucje i organizacje - rzecz się komplikuje. W takim kontekście samo-kontrola prowadzi często do samowoli. Samo-kontrola powoduje zastąpienie oficjalnych reguł i norm relacjami towarzyskimi. Wiedzieli o tym już Rzymianie (starożytni). Swą cywilizacyjną mądrość zawarli w klasycznej sentencji: Nemo iudex in causa sua (Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie).

Tymczasem Platforma Obywatelska pomysł samo-kontroli chętnie rozprzestrzenia na instytucje naszego państwa. Rozdział funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości podda prokuraturę samo-kontroli. Stało się tak mimo przestróg licznych komentatorów. Niedawna publikacja „Rzeczpospolitej” ujawniająca układ między prokuratorami, biznesmenami i przestępcami pokazuje, że obawy nie były bezzasadne. Samo-kontrola trafiła również do domeny tajnych służb. To tylko za rządów PO sejmową komisją ds. służb nie kieruje poseł z opozycji. W ramach tej samej filozofii samo-kontroli szefem CBA przestał być Mariusz Kamiński.

Kolejne osiągnięcie w dziedzinie samo-kontroli to powołanie komisji śledczej, w której główne skrzypce grają posłowie PO. Jak będą dociekać prawdy w sprawie, przez którą stanowisko stracił Grzegorz Schetyna? Wiara w to byłaby nieracjonalna -stanowiłaby odrzucenie całej tradycji prawa rzymskiego. Zresztą któż rozsądny chciałby podpaść szefowi własnego klubu?

W tych wszystkich przypadkach samo-kontrola nie sprzyja zdystansowanemu osądowi.

Po odrzuceniu tej zasady prawa rzymskiego, z której wypływa pluralizm kultury Zachodu, dalszych cywilizacyjnych reform partia Donalda Tuska nie musi już dokonywać. Samo-kontrola wystarczy.

Kategorie: inne Ugoda sądowa z Zygmuntem Solorzem-Żakiem
28 października 2009W dniu dzisiejszym przed Sądem Okręgowym w Toruniu w procesie, który wytoczył mi Zygmunt Solorz-Żak (szczegóły procesu tutaj) została zawarta ugoda o następującej treści:

“1. Ja, Andrzej Zybertowicz, przepraszam Pana Zygmunta Solorza-Żaka za to, że w programie ‘Misja Specjalna’, wyemitowanym w programie 1 TVP w dniu 16 listopada 2006 roku, wyraziłem nie mające potwierdzenia stwierdzenie, że Pan Zygmunt Solorz-Żak współpracował ze służbami wojskowymi, że dzięki tej współpracy osiągnął korzyści finansowe i wsparcie w działalności gospodarczej, w tym koncesję dla TV Polsat i kredyt z FOZZ. Wyrażam ubolewanie z powodu naruszenia dóbr osobistych Pana Zygmunta Solorza-Żaka.

2. Zygmunt Solorz-Żak oświadcza, iż przyjmuje przeprosiny Pana Andrzeja Zybertowicza”.

W wyniku ugody powód Z. Solorz-Żak zrezygnował z wszystkich pozostałych roszczeń, w tym dotyczących kosztów procesu.

Mój komentarz: ta ugoda jest kompromisem. To w jakim zakresie poczyniła go każda ze stron, można zobaczyć, porównując dwa dokumenty dostępne na mej stronie domowej. Pełny tekst pozwu jest tutaj, a pełny tekst mojej odpowiedzi na pozew można uzyskać tutaj. Moja analiza badawcza sieci biznesowej Solorza znajduje się tutaj.

Kategorie: inne Zapraszam na spotkanie z oksfordzkimi socjologami
25 października 2009We wtorek, 27 października o godzinie 12.00, w sali nr I, Instytut Socjologii UMK, ul. Fosa Staromiejska 1a odbędzie się, prowadzone przeze mnie, spotkanie z dwoma wybitnymi socjologami - Diego Gambettą i Federico Varese.

Prof. Diego Gambetta jest autorem wydanej przez Oficynę Naukową książki “Mafia Sycylijska”. W Nuffield College University of Oxford zajmuje się problemami przestępczości zorganizowanej, komunikacji i zaufania oraz zastosowaniem teorii ekonomicznych i teorii racjonalnego wyboru w naukach społecznych.

Prof. Federico Varese, kryminolog z Linacre College oraz Centre for Criminology, University of Oxford prowadzi analizy sieciowe grup przestępczych, bada zagadnienie mafii, korupcji i
dynamiki zachowań altruistycznych. W trakcie spotkania porozmawiamy o jego książce “Mafia Rosyjska”.

W księgarniach - nie tylko toruńskich - książki jeszcze do nabycia; także przez Internet - Gambetta - tutaj, a Varese tutaj.

Komentarz do książki “Mafia Sycylijska” przygotują dr Joanna Szalacha (WSB w Toruniu) i dr Stanisław Burdziej (UW-M w Olsztynie). Komentarz do książki “Mafia Rosyjska” zaprezentują Maciej Gurtowski i Jakub Zieliński (doktoranci ZIG IS UMK)

Autografy autorów - do zdobycia na spotkaniu w Instytucie Socjologii UMK.

Wymiana myśli z autorami i komentatorami - miło słuchana!

Serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych.

Kategorie: inne Do pilnowania tajnych służb potrzeba Herkulesa
21 października 2009W wywiadzie udzielonym dziennikowi Polska The Times analizuję obecną sytuację w tajnych służbach. Nie tylko obecne, ujawnione przez media, patologie są powodem do obaw. Głównym problemem jest korzystny dla osób nie działających zgodnie z interesem narodowym - brak skutecznej, demokratycznej kontroli nad służbami. Wypowiedzi obecnego premiera wskazują, że rozumie on powagę sytuacji, lecz z wielu przyczyn (jak się zdaje, po części charakterologicznych, po części strukturalnych) powstrzyma się od działania. W tekście sygnalnie proponuję trzyelementowy nadzor nad służbami, bez którego wszelkie odwołania szefów i rzekome audyty to tylko zamiatanie pod dywan. Taka reforma jednak wymagałaby woli politycznej, której brak.

Z kolei w Fakcie dopowiadam: “To nie CBA jest problemem, lecz system”

Kategorie: inne Zaproszenie do Kanady
19 października 2009Ottawa, poniedziałek, 19 października 2009, godz. 19

Wykład „Strukturalny konflikt interesów jako fundament III RP”. Zaprasza Polski Instytut Naukowy w Kanadzie i Biblioteka Polska, Oddział Ottawski.

Miejsce: Audytorium (sala 203), II piętro, gmach główny, Saint Paul University, 223 Main Street, Ottawa. Wstęp wolny i bezpłatny parking. Po wykładzie i dyskusji skromny poczęstunek. Szczegóły tutaj.



Ottawa, wtorek, 20 października 2009, godz. 11

Wykład i rozmowa na temat: „Hidden Actors of the Post-communist Transformation and Paradoxes of Ignorance”. Zaprasza The Department of History of the University of Ottawa and the Polish Institute of Arts and Sciences Ottawa Branch.

Miejsce: University of Ottawa, Arts 509 70 Laurier East, 5th floor. Szczegóły tutaj.



Montreal, czwartek, 22 października 2009, godz. 9

Wykład “A Structural Conflict of Interests as the Foundation of the Post-Communist Poland” wygłoszę na konferencji “From Totalitarianism to Democracy: Twisted and Unfinished Road. On the 20th Anniversary of the Fall of Communism in Eastern Europe” zorganizowanej w McGill University. Pełny program konferencji tutaj.

Monday, May 24, 2010

Anrdzej Lepper. 5 lat temu cala prawda o Platformie Obywatelskiej, SLD , Komorowskim, Tusku. Ile mial racji Ofery, korubcja, prywatyzacja.

Anrdzej Lepper. 5 lat temu cala prawda o Platformie Obywatelskiej, SLD , Komorowskim, Tusku. Ile mial racji Ofery, korubcja, prywatyzacja.

Thursday, August 20, 2009

Protesty Polonii przeciw kandydaturze Lee Feisteina na ambasadora USA w Polsce

Protesty Polonii przeciw kandydaturze Lee Feisteina na ambasadora USA w Polsce





Protesty Polonii przeciw kandydaturze Lee Feisteina na ambasadora USA w Polsce
red Stanisław Michalkiewicz (2009-08-20) Aktualności dnia


zapisz

słuchaj


Polonia Amerykańska znów wyręcza Warszawę


19 lipca br. Departament Stanu USA ogłosił, że ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Warszawie będzie pan Lee Feinstein. Red. Bartosz Węglarczyk z żydowskiej gazety dla Polaków, tzn. z „Gazety Wyborczej” komentując tę wiadomość napisał, że w Senacie, gdzie każdy kandydat na ambasadora musi zostać przesłuchany, „nie będzie żadnych problemów”. Wiadomość o kandydaturze Lee Feinsteina potwierdził też rzecznik Polskiego MSZ, pan Piotr Paszkowski, z czego red. Węglarczyk wyciąga słuszny wniosek, iż kandydatura ta nie wzbudza w Warszawie żadnych zastrzeżeń.

Jeśli miał na myśli MSZ czy inne ośrodki władzy – to ma z całą pewnością rację. Gdzieżby tam MSZ, czy jakikolwiek inny tubylczy ośrodek władzy w Polsce ośmielił się wysunąć jakieś zastrzeżenia, w dodatku wobec takiej kandydatury, jak kandydatura Lee Feinsteina? Jasne, że nie tylko niczego nie wysunie, ale przyjmie ją z tradycyjnym pocałowaniem ręki i – jak to ma w zwyczaju – w podskokach. Natomiast jeśli chodzi o tę część polskiej opinii publicznej, która kieruję się polskim interesem państwowym, kandydatura Lee Feinsteina na ambasadora USA w Polsce wzbudziła najwyższe zaniepokojenie.

Chodzi o to, że pan Lee Feinstein jest wybitnym przedstawicielem amerykańskiego lobby żydowskiego, dla którego wartością najwyższą jest bezpieczeństwo Izraela oraz zaspokojenie finansowych oczekiwań żydowskich organizacji przemysłu holokaustu. W tej sytuacji zamiar powierzenia panu Feinsteinowi misji dyplomatycznej w Polsce stanowi dla tej części polskiej opinii publicznej, która kieruje się polskim interesem państwowym potwierdzenie obaw, iż obecne kierownictwo Departamentu Stanu traktuje Polskę jako skarbonkę żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, które – jak sprecyzował niedawno JE Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Warszawie – oczekują od Polski wypłacenia co najmniej 60 miliardów dolarów. Wprawdzie – jak zauważył Winston Churchill – nikomu nie można zabronić wymawiania słowa „nigdy”, mimo to jednak Polacy, przynajmniej niektórzy, nigdy nie pogodzą się z traktowaniem Polski jako skarbonki żydowskich organizacji przemysłu holokaustu i zwracają uwagę, że takie traktowanie Polski i Polaków może doprowadzić do tego, czego nie udało się osiągnąć nawet Józefowi Stalinowi – to znaczy nie tylko do zaniku przyjaznych uczuć, jakie od dziesiątków lat, mimo jałtańskiej zdrady, Naród Polski żywił wobec Stanów Zjednoczonych, ale również – do wzbudzenia w nim uczucia zimnej nienawiści do USA. Byłoby to wielkie nieszczęście dla Polski, a być może również i dla Stanów Zjednoczonych – chyba, że władze USA z jakichś niepojętych powodów pragną, by cały świat nienawidził ich kraju i czynił wszystko dla jego zguby.
Polacy w Polsce nie mają nic do powiedzenia w sprawie nominacji ambasadorów obcych państw. Na szczęście są jeszcze Polacy poza granicami Polski – Polacy – obywatele amerykańscy. I oto dowiaduję się od moich amerykańskich korespondentów, że Polonia Amerykańska podjęła starania mające na celu zablokowanie misji dyplomatycznej pana Lee Feinsteina w Warszawie. Starania te przybrały postać listów zarówno do Departamentu Stanu i Białego Domu, jak – przede wszystkim – do kongresmanów i senatorów z okręgów, w których sygnatariusze listów mieszkają – protestujących przeciwko planowanej nominacji. Z informacji, jakie do mnie docierają wynika, że akcja protestów dynamicznie się rozwija. Czy przyniesie oczekiwany skutek – tego oczywiście nie wiadomo, bo decyzję w tej sprawie podejmą odpowiednie władze amerykańskie. Ale jeśli akcja protestacyjna nabierze rozmachu i gdyby udało się zgromadzić wokół niej 9 milionów amerykańskich Polaków – tylu, ilu udało się zebrać ś.p. Edwardowi Moskalowi pod petycją w sprawie przyjęcia Polski do NATO, to być może, że i władze USA doszłyby do wniosku, że interesy reprezentowane przez pana Lee Feinsteina nie są dla Stanów Zjednoczonych aż tak ważne, by poświęcać dla nich nie tylko stosunki z Polską, ale również wyborcze perspektywy Partii Demokratycznej. Po drugie – niezależnie od jej rezultatów, akcja ta może przyczynić się do odbudowania polskiego lobby politycznego w Stanach Zjednoczonych. Jak dotąd, każda próba politycznej konsolidacji Polonii Amerykańskiej była torpedowana zarówno przez ubecką agenturę w USA, która po staremu służy obcym interesom, jak i przez geremkowszczyznę, od lat kierującą warszawskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, dla którego lobby żydowskie w USA jest OCZYWIŚCIE ważniejsze, niż Polskie. W tej sytuacji pozostaje tylko życzyć polskim patriotom w Stanach Zjednoczonych powodzenia. Miejmy nadzieję, że dzięki ich staraniom, jesienne przesłuchania w Senacie okażą się dla p. Feinsteina bardziej kłopotliwe, niż sądził pan red. Bartosz Węglarczyk z żydowskiej gazety dla Polaków.

Stanisław Michalkiewicz

Friday, August 7, 2009

Minister Grad I Rzad Tuska przymierza się do sprzedaży KGHM perly w koronie Polskiej gospodarki

Minister Grad I Rzad Tuska przymierza się do sprzedaży KGHM perly w koronie Polskiej gospodarki
Józef Czeczerski, przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ Solidarność przy KGHM Polska Miedź (2009-08-07) Aktualności dnia

Zapisz-suchaj
Związki zawodowe w obronie Polskiej Miedzi - część 1


Kopalnia rudy miedzi



W obronie KGHM
Przedstawiciele związkowców z KGHM podpisali wczoraj w Lubinie petycję do premiera Donalda Tuska o zaniechanie prywatyzacji kombinatu miedziowego. Ich zdaniem, pozbycie się kontroli nad spółką niesie za sobą m.in. zagrożenie likwidacją tysiąca miejsc pracy. Apel ma związek z projektem prywatyzacji autorstwa ministra Skarbu Państwa, w którym jest mowa o sprzedaży akcji miedziowej spółki. Podczas wczorajszego spotkania ze związkowcami swoje poparcie w tej sprawie (składając podpisy) zadeklarowało również pięciu parlamentarzystów z Dolnego Śląska: Piotr Cybulski (PiS), Elżbieta Witek (PiS), Marzena Machałek (PiS), Janusz Mikulicz (PO) oraz poseł Lewicy Ryszard Zbrzyzny. Jedynie obecna na spotkaniu posłanka Ewa Drozd (PO) na razie nie poparła protestu. Tymczasem minister skarbu Aleksander Grad zapowiedział wczoraj, że będzie "twardo" bronił programu prywatyzacji zakładającego m.in. sprzedaż akcji KGHM.
Perła w koronie

Jednym z sygnałów świadczących o przygotowaniach do prywatyzacji największych zakładów z branży energetycznej była uchwała podjęta 29 mają tego roku przez zarząd Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) – polskiego strategicznego operatora systemu przesyłowego.

Dotyczyła ona projektu konsolidacji grupy kapitałowej PGE, który zakłada stworzenie w Elektrowni Bełchatów sześciu koncernów. Trzy mają zająć się wytwarzaniem energii: energetyka konwencjonalna, energetyka atomowa oraz energetyka odnawialna, kolejne trzy zaś hurtowym rynkiem energii, dystrybucją energii i sprzedażą detaliczną. W skład tworzonego konsorcjum mają wejść wszystkie elektrownie, elektrociepłownie i kopalnie będące w PGE, czyli elektrownia i kopalnia z Bełchatowa i Turowa, elektrownia Opole oraz elektrociepłownie z Lublina, Rzeszowa, Dolnej Odry, Bydgoszczy i Gorzowa.

– Rada nadzorcza Elektrowni Bełchatów, w której są ludzie z nominacji PO, upiekła dwie pieczenie przy jednym ogniu: po pierwsze – poprzez ogłoszenie nowego projektu zwiększyła się potencjalnie wartość zakładu, po drugie – dało to możliwość do wymiany całego zarządu Elektrowni Bełchatów – wyliczają związkowcy.

PGE Elektrownia Bełchatów jest największą polską elektrownią i jednocześnie największą w Europie elektrownią cieplną. Jej wartość oceniania jest na ponad 3 miliardy złotych, ale na ukończeniu są obiekty, które zostaną oddane do użytku na przełomie 2010/2011 i które znacznie podniosą wartość spółki.

Trzęsienie ziemi w zarządzie bełchatowskiej elektrowni nastąpiło drugiego lipca, kiedy to obradująca w Warszawie rada nadzorcza Elektrowni Bełchatów podjęła decyzję o zdymisjonowaniu dotychczasowego prezesa elektrowni Krzysztofa Domagały. Nieoczekiwanie zastąpił go kojarzony z PO prezes kopalni Jacek Kaczorowski, który nadal jest jednocześnie szefem Kopalni Węgla Brunatnego w Bełchatowie. Z zarządu elektrowni odwołano także Bolesława Cirkosa i Henryka Koprka, których zastąpili Roman Forma i Tadeusz Witos. W składzie zarządu pozostało dwóch dotychczasowych, delegowanych przez załogę członków – Waldemar Szulc i Wojciech Marszałek.

Nieoczekiwana zmiana zarządu doprowadziła do wrzenia wśród pracowników bełchatowskich zakładów – na terenie elektrowni zebrało się ponad pół tysiąca pracowników, którzy głośno wyrazili swoje niezadowolenie. Ostro zareagowali także związkowcy, którzy zażądali natychmiastowych rozmów.

– Zmiana zarządu wybranego w konkursie jest decyzją czysto polityczną. Nie możemy się temu przyglądać spokojnie – mówi Andrzej Nalepa, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego bełchatowskiej elektrowni.

Już wiadomo, że jeżeli nowe władze nie podejmą rozmów z pracownikami, zostanie ogłoszony strajk.

Grad do dymisji?

– Jeśli do końca sierpnia nie uda się dokończyć z sukcesem sprzedaży stoczni arabskiemu inwestorowi, minister skarbu Aleksander Grad pożegna się ze swoim stanowiskiem – zapowiedział kilka dni temu premier Donald Tusk.

Jednak według naszych rozmówców z PO, to nie sprawa stoczni była pretekstem do takiej wypowiedzi premiera, ale fakt, że dziennikarze poznali plany prywatyzacyjne rządu.

Po awanturze, która rozpętała się w związku z zapowiedziami ministra Grada, przedstawiciele PO w rządzie zaczęli łagodzić stanowisko dotyczące prywatyzacji, a winą za zamieszanie obarczają ministra skarbu.

„Minister Grad zrobił spis firm, które w perspektywie mogą być prywatyzowane. To nie jest rządowy plan prywatyzacji, choć niestety tak to zostało zrozumiane. Grad powinien przekazać listę premierowi, a nie ogłaszać ją w mediach. Nie można sprzedawać KGHM czy koncernu paliwowego Lotos tylko z tego powodu, że budżet potrzebuje pieniędzy. To decyzja rządu o znaczeniu strategicznym. Trzeba mieć pomysł na prywatyzację, wiedzieć, co chcemy osiągnąć, nie tylko w wymiarze finansowym, ale i społecznym – czy KGHM ma być sprzedany na polskiej giełdzie, czy szukamy inwestora strategicznego. Nie można podejmować takiej decyzji ad hoc. Na Dolnym Śląsku zlikwidowano już kopalnie w Wałbrzychu i powstał ogromny problem społeczny” – mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” szef MSWiA Grzegorz Schetyna.

Wicepremier wywołał spore zamieszanie, otwarcie krytykując swojego kolegę z rządu.

Zaraz po ogłoszeniu planów prywatyzacyjnych, wśród których znalazł się KGHM, wicepremier Schetyna zajął zdecydowane stanowisko: – Prywatyzacja KGHM oczywiście nie wchodzi w grę. To jest nasza obietnica wyborcza i w tej kadencji nie ma na to szans – mówił twardo szef MSWiA.
– To demontaż tego planu ze strony wicepremiera Schetyny – krytykował tę wypowiedź kilka godzin później na antenie TVN24 europoseł PO Janusz Lewandowski, jeden z najbliższych współpracowników Donalda Tuska.

Następnego dnia wicepremier Grzegorz Schetyna zmienił zdanie, stwierdził, iż nie jest przeciwnikiem sprzedaży miedziowego giganta, ale pod warunkiem, że prywatyzacja będzie dobrze przygotowana.

Pod młotek

Najwięcej obaw budzi fakt, że do sprzedaży mają być wystawione firmy, które znalazły się na liście spółek strategicznych. Spis powstał w wyniku ustawy z 3 czerwca 2005 roku o szczególnych uprawnieniach skarbu państwa oraz ich wykonywaniu w spółkach kapitałowych o istotnym znaczeniu dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego. Znajdują się na niej firmy, w których państwo powinno zachować pakiet kontrolny. W odniesieniu do tych przedsiębiorstw minister posiada także szczególne uprawnienia nadzorcze: ma na przykład prawo zgłaszania sprzeciwu wobec niektórych uchwał i czynności prawnych podejmowanych przez ich organy statutowe. W 2008 roku gabinet Tuska przyjął nową listę spółek strategicznych. Po ujawnieniu planów prywatyzacyjnych rządu okazuje się, że wszystkie firmy, które mają być sprzedane, znajdują się na aktualnej liście spółek strategicznych.

Jak ustalił „Dziennik”, rząd chce sprzedać następujące spółki i udziały:

Branża energetyczna:
Enea – dystrybutor energii, 15 proc. udziału w rynku
Tauron – największa w Polsce grupa energetyczna z południa kraju
Polska Grupa Energetyczna – strategiczny operator systemu przesyłowego
Energa – jedna z czterech wielkich grup energetycznych
Zespół Elektrowni Pątnów–Adamów–Konin – drugi co do wielkości w Polsce producent energii elektrycznej, wytwarzanej z węgla brunatnego

Branża chemiczna:
CIECH – lider europejskiego rynku chemicznego, ok. 3,5 mld zł rocznego przychodu czterech największych producentów nawozów w Polsce

Udziały:
Giełda Papierów Wartościowych
Kopalnia LW Bogdanka – 65,5 proc. akcji lidera rynku węgla kamiennego
Lotos SA – ponad połowę akcji posiada Nafta Polska, blisko 7 proc. – skarb państwa
KGHM – 41 proc. akcji ma skarb państwa

Dorota Kania

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jak to kiedyś było

Prywatyzacja, która rozpoczęła się po 1989 r., należy do najgorszych przedsięwzięć w całym minionym 20-leciu, a głównymi jej autorami byli przede wszystkim ludzie z PRL-owskich służb specjalnych i ich następcy z UOP, WSW, potem WSI.

W lutym 1989 r. z Narodowego Banku Polskiego wydzielono dziewięć banków komercyjnych: Bank Przemysłowo-Handlowy, Powszechny Bank Kredytowy, Bank Zachodni, Wielkopolski Bank Kredytowy, Bank Gdański, Powszechny Bank Gospodarczy w Łodzi (PBG), Bank Depozytowo-Kredytowy w Lublinie (BDK), Pomorski Bank Kredytowy w Szczecinie (PBKS) i Bank Śląski. Banki te szybko znalazły inwestorów zagranicznych, wprowadzono je na giełdę i sprywatyzowano.

Równie kontrowersyjna była prywatyzacja polmosów, hut i innych zakładów. Najwięcej krytyki zebrał Program Powszechnej Prywatyzacji, czyli NFI, której autorem był Janusz Lewandowski. Prywatnym firmom zarządzającym funduszami oddano kontrolę nad spółkami i przedsiębiorstwami państwowymi, które szybko ograbione zostały z majątku, a zatrudnieni w nich tracili pracę. Po czym sprzedawano je za bezcen lub likwidowano. Nadzór właścicielski nad prywatyzowaną gospodarką był pozorny.

Naciski ministra skarbu na KGHM?

"Nasz Dziennik": Minister skarbu Aleksander Grad domagał się przesunięcia przez zarząd KGHM wypłaty dywidendy za 2007 roku na styczeń 2008 roku - mówi Jerzy Żyżyński, były członek Rady Nadzorczej spółki. Odmowa wykonania tego polecenia była głównym powodem usunięcia ze stanowiska prezesa Krzysztofa Skóry. »

Ministerstwo Skarbu Państwa wywierało nacisk w sprawie dywidendy KGHM Polska Miedź, sugerując, by wypłatę olbrzymich środków przesunąć na styczeń. Dlaczego? Zasilony w ten sposób zostałby budżet rządu premiera Donalda Tuska. Gdy prezes KGHM Krzysztof Skóra odmówił, następnego dnia był wniosek jednego z członków rady nadzorczej, by program posiedzenia uzupełnić o zmianę na stanowisku prezesa
Rząd chciał się podratować dywidendą KGHM





Z prof. Jerzym Żyżyńskim, kierownikiem Zakładu Gospodarki Publicznej na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, byłym członkiem rady nadzorczej KGHM Polska Miedź, rozmawia Małgorzata Goss

Twierdzi Pan, że kierownictwo resortu skarbu działa nieetycznie i niezgodnie z dobrymi praktykami biznesu. Skąd tak surowa ocena?
- Nie wiem, kto w ministerstwie skarbu odpowiada za konkretne decyzje. W swojej ocenie kieruję się wyłącznie tym, co udało mi się zaobserwować na przykładzie KGHM, gdzie, można by powiedzieć, stosowałem tzw. metodę naukową obserwacji uczestniczącej, czy na przykładzie PZU - w tym przypadku możemy kierować się wyłącznie tym, co do nas dociera za pośrednictwem mediów. Działania podjęte przez ministra Aleksandra Grada w kwestii PZU nie zasługują na pozytywną opinię. Zresztą poprzedniego kierownictwa w tej kwestii też nie oceniam wysoko, z tym, że nie wiemy, co by robili dalej, gdyby nie stracili władzy, uzyskali już przecież jakieś ustępstwa ze strony holenderskiej firmy inwestycyjnej, która zgodziła się na wyjście z PZU. A powinna być wyrzucona za złamanie prawa i zapłacić Polsce odszkodowanie. Co zaś do ministra Aleksandra Grada, to gdy mówi, że odejdzie od drenażowej polityki ściągania dywidendy ze spółek skarbowych, to za to stawiam mu dobrą ocenę. Są pewne elementy w zapowiedzianej strategii, których nie można źle opiniować.

Jakie Pan wyniósł doświadczenia z tej "obserwacji", uczestnicząc w pracach Rady Nadzorczej KGHM?
- Przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że jest to szósty na świecie producent miedzi i drugi srebra, wydobywa też złoto, metale rzadkie takie jak ren czy kobalt, a jest też jednym z największych producentów soli kamiennej. Zysk KGHM jest tego rzędu, co PZU, czyli z grubsza miliard euro rocznie. Olbrzymi potencjał, ale i wielki problem. KGHM jest kolejnym przykładem źle przeprowadzonego przekształcenia. Jest to typowa spółka surowcowa. Wydobywa w kopalniach rudy miedzi i przetwarza ją na metale. To gigantyczna praca wymagająca zatrudnienia tysięcy ludzi - KGHM jest największym pracodawcą w regionie. Dzięki firmie powstały i żyją całe miasta. Przekształcając ją z przedsiębiorstwa państwowego, zapomniano, że dla każdej spółki surowcowej okres koniunktury i wysokiej dochodowości jest zawsze ograniczony do czasu, aż te surowce się skończą, co nieuchronnie musi kiedyś nastąpić. Sama dochodowość jest też kwestią swego rodzaju ruletki, jaka ma miejsce na giełdach surowcowych. A przecież, jeśli spółka stała się dla regionu ośrodkiem jego rozwoju i racją bytu dla tysięcy mieszkańców, to po zakończeniu przez nią okresu prosperity nastąpi nieuchronnie regres i katastrofa ekonomiczna dla całego regionu, a tysiące ludzi straci pracę. Tego rodzaju regionalna spółka nie powinna być zatem spółką publiczną, dostępną w obrocie giełdowym, bo po co? Nie powinien w niej siedzieć Skarb Państwa w osobie ministra finansów patrzącego przez pryzmat interesów budżetu państwa, by pozyskiwać dywidendy, lecz powinna być spółką zamkniętą, o własności ograniczonej do takich podmiotów regionalnych, które byłyby w stanie zrealizować jakąś perspektywiczną koncepcję wykorzystania zysków koncernu na przestawienie gospodarki regionu na inne, niezależne od jego aktualnej produkcji, dziedziny gospodarcze. Po to, by zapewnić w przyszłości byt regionowi. Tu chodzi o tysiące ludzi.

Wynika z tego, że w procesie przekształcania tej spółki zabrakło myśli strategicznej?
- Ano właśnie. Trzeba przyznać, że zwolniony niedawno prezes zaczął realizować strategię idącą w tym kierunku, powołując Legnicki Park Technologiczny, który jest - co warto podkreślić - wspólnym przedsięwzięciem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego oraz Politechniki Wrocławskiej. To daje jakąś szansę tworzenia bazy na przyszłość.

Dlaczego zatem rada nadzorcza zwolniła prezesa?
- Większość rady doszła do wniosku, że dla dobra firmy nie jest pożądany konflikt między prezesem a głównym akcjonariuszem w osobie ministra skarbu, że dla uspokojenia atmosfery lepiej, by kierowanie spółką przejął któryś z wiceprezesów. Pamiętajmy, że rada nadzorcza działa nie w interesie prezesa czy ministra, lecz w interesie spółki i jej akcjonariuszy - wszystkich akcjonariuszy. W KGHM Skarb Państwa to tylko nieco ponad 40 proc., co jednak daje mu głos decydujący. Jak się pani może domyślać, przyczyna konfliktu tkwiła po stronie ministra czy wiceministra skarbu - bo nie wiemy, kto faktycznie decydował - i wynikała z jego niekompetencji. Obserwowaliśmy bezprzykładny atak na prezesa, włącznie z przesłaniem z ministerstwa do rady paszkwilu na niego, jak się potem okazało, ze sfałszowanym podpisem pewnej osoby. Czyją to metodą było propagowanie fałszywek?

Było to podstawą odwołania szefa jednej z największych firm?
- Zapytaliśmy prezesa, co jego zdaniem jest przyczyną konfliktu z ministrem skarbu. I dowiedzieliśmy się rzeczy doprawdy karygodnej. Nie każdy wie, choć prasa o tym pisała, że wypłata dywidendy przez KGHM za 2006 r. została zablokowana w lipcu 2007 r. przez protest jednego z akcjonariuszy i sąd odblokował ją dopiero w połowie grudnia. I co się oto stało? Jak nam zeznał prezes, minister zadzwonił do niego z sugestią, by wypłatę tych olbrzymich środków przesunąć na styczeń. Dlaczego? Łatwo się domyślić. Wtedy zasilony zostałby budżet rządu premiera Tuska. To by mu zmniejszyło deficyt, podczas gdy wypłata w 2007 r. oznaczała zmniejszenie deficytu rządu premiera Kaczyńskiego. Prezes oczywiście odmówił, bo to byłoby ze szkodą dla firmy, zwiększyłoby jej majątek zaksięgowany w roku 2007, od czego trzeba by zapłacić podatek. Poza tym byłoby to wbrew interesom innych akcjonariuszy. Gdy odmówił, to następnego dnia poszedł wniosek jednego z członków rady, by program posiedzenia uzupełnić o zmianę na stanowisku prezesa. Ten człowiek zrobił to nie z własnej inicjatywy, lecz za namową wiceministra w zamian za dżentelmeńską obietnicę pozostawienia go w radzie nadzorczej. I oczywiście, gdy potem radę odwoływano, człowiek ten został w sposób typowy dla tego rodzaju "dżentelmenów" usunięty.

Przesunięcie wypłaty dywidendy to rzeczywiście poważna sprawa...
- Niektórzy członkowie rady uważali, że prezes popełnił błąd, nie składając doniesienia do prokuratury, bo minister wyszedł poza swoje uprawnienia i usiłował skłonić prezesa do działań szkodliwych nie tylko dla firmy, ale i dla pozostałych akcjonariuszy. Czy to było przestępstwo, czy nie - mam na ten temat niejednoznaczne opinie, ale z pewnością działania te były wysoce nieetyczne.

Rada nadzorcza odwołała jednak prezesa, a potem przyszła kolej na odwołanie członków rady...
- Tu nastąpiła druga odsłona prawdziwego oblicza "dżentelmenów". Oto ogłoszono, że wymienią przedstawicieli Skarbu Państwa w radzie, a że ma być apolitycznie, zatem ogłoszą konkurs. Ja się oczywiście na to nie dałem nabrać, bo teoria zarządzania mówi, że konkursy to albo świadectwo nieudolności i niekompetencji administracji zarządzającej, albo mydlenie oczu społeczeństwu, bo wiadomo, że wybrani w konkursie będą ci, którzy z góry zostali namaszczeni, albo narzędzie swego rodzaju terroru administracji wobec zarządów - robiąc co parę lat konkursy, trzyma się w szachu wybranych w tych konkursach, by administracji nie podskoczyli, bo w następnym konkursie nie przejdą. Ale tu mieliśmy bardzo osobliwe przedstawienie. Ogłoszono, że minister robi konkurs na wymianę maksymalnie czterech członków rady nadzorczej, bo posiadając 40 proc. akcji, ma prawo do wyboru czterech ludzi w dziesięcioosobowej radzie. I oto, gdy odbywało się zwołane w tym celu nadzwyczajne walne zgromadzenie, przedstawiciel skarbu, korzystając z okazji, że na takie z nagła zwołane walne zgromadzenie przybywa tylko mała część akcjonariuszy, ogłosił i przegłosował sobie wymianę sześciu członków rady!

Sześćdziesiąt procent rady, gdy akcji ma tylko czterdzieści procent? Odwołał nawet tych niezależnych?
- Ano właśnie. I to jest druga część mojego stwierdzenia. Jest to sprzeczne z elementarnymi zasadami tak zwanych dobrych praktyk, jest to też sprzeczne z interesem pozostałych akcjonariuszy, bo usunął niezależnych członków rady. Mam nawet opinię, że takie działania powinny być unieważnione przez sąd. Ale to jest też sprzeczne z podstawowymi zasadami dobrego zarządzania. Nie może dobrze funkcjonować przemysł, którego zarządy i rady nadzorcze wymieniane są, gdy tylko wiatr polityki inaczej zawieje. Elementarna wiedza i odpowiedzialność wskazywałyby na to, by stabilizować zarządy, a rady zmieniać, zachowując co najmniej połowę ich członków; myślę nawet, że wymiana co najwyżej jednej trzeciej byłaby bardziej racjonalna. Dlaczego? Ano dlatego, że rada wspiera zarząd swym kontrolnym działaniem i reprezentuje akcjonariuszy. A po to, by to efektywnie robić, trzeba poznać firmę, nawiązywać kontakty z pracownikami, wgłębić się w jej działanie, poznać różne sprawy zakulisowe itd. Nauczenie się tego wymaga czasu. Wymiana praktycznie całej rady, bo pozostali tylko przedstawiciele załogi, to przejaw nie tylko niekompetencji, ale i nieodpowiedzialności. No, ale to już są tacy ludzie. Czy chodzi tu o dobro polskiej gospodarki?

A kogo Pan wini za te decyzje?
- Decydentów. Trudno tu wymienić jakieś nazwiska. Są różne pogłoski co do rzeczywistych decydentów w ministerstwie skarbu, mówi się nawet, że minister i jego wiceminister to tylko figuranci, a za wszystkim stoją pewne grupy wpływu, nacisku. Co do tych hipotez trudno się wypowiadać, jeśli byłyby prawdziwe, to świadczyłoby to bardzo źle o stanie polskiej polityki i demokracji. Ja im raczej nie daję wiary.

Liczył Pan na to, że pozostanie w radzie jako jej członek niezależny?
- Co do tego to nie miałem złudzeń. Ja oczywiście jako pierwszy byłem kandydatem do "rżnięcia watahy", jak to uroczo i z wielką kulturą powiedział pewien polityk PO, bo przecież jestem konsekwentnym demaskatorem niekompetencji polityków, w tym głównie Platformy Obywatelskiej, bo tam tej niekompetencji jest najwięcej. Ostatnio np. znowu wyciągnęli z szafy podatek liniowy. Nie chcą się uczyć, choć ostrzegałem ich wielokrotnie, że jest to rozwiązanie szkodliwe dla gospodarki. Udowodniono to, są prace naukowe na ten temat, wypowiedziało się w tej sprawie wielu ludzi mądrzejszych i godniejszych ode mnie. A oni swoje! Jakoś tak przychodzi mi do głowy powiedzenie Konfucjusza, że "w zbutwiałym drewnie rzeźbić się nie da".